niedziela, 30 listopada 2025

Recenzja mangi "Lychee☆Hikari Club" i "Bokura no☆Hikari Club" | SPOILERY! | #1


Witajcie na moim blogu!


₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊


Swoją przygodę z "Lychee☆Hikari Clubem" zaczęłam zupełnie na opak. Zamiast w pierwszej kolejności przeczytać mangę, postanowiłam obejrzeć ośmioodcinkowe anime stworzone na jej podstawie. Już po obejrzeniu pierwszego odcinka da się zauważyć, że nie mamy tu do czynienia z wierną adaptacją materiału źródłowego. Twórcy zdecydowali się przekształcić brutalny horror w niepozornie wyglądającą czarną komedię pełną absurdu i groteski. Choć w tamtym momencie moja wiedza o tej całej serii była praktycznie zerowa, i tak bawiłam się na tyle przednio, że aż zechciałam dalej odkrywać to uniwersum. Po prostu musiałam dowiedzieć się, co tak naprawdę kryje się za tą dziwną, ale jednocześnie intrygującą atmosferą. Moja intuicja zdecydowanie nie zawiodła, wręcz przeciwnie  był to niepodważalny strzał w dziesiątkę.    

Brak oficjalnego polskiego tłumaczenia zmusił mnie do sięgnięcia po angielskie wydanie, co było swego rodzaju rewolucją w mojej kolekcji. Jak pewnie wiecie, sprowadzanie mang z zagranicy to drogi interes – ceny tomów są wiele wyższe niż zazwyczaj, a do tego trzeba jeszcze doliczyć często niemałe koszty wysyłki. Przez długi czas skutecznie powstrzymywało mnie to przed inwestowaniem w mangi po angielsku, jednak w tym przypadku uznałam, że mój portfel jest w stanie przeboleć taki wydatek. Ten konkretny zakup utwierdził mnie w przekonaniu, że czasem warto przepłacić, żeby doświadczyć czegoś naprawdę wyjątkowego i wzbogacić swoją kolekcję o tytuł, który trudno wyrzucić z pamięci.

W dzisiejszej recenzji opowiem wam nieco o tym, co sprawia, że "Lychee
Hikari Club" wyróżnia się na tle innych serii, oraz podzielę się moimi wrażeniami po lekturze tej mangi.

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

UWAGA!

Manga zawiera dużo brutalnych scen, przedstawiających przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną, a także inne motywy mogące budzić silny dyskomfort. Odradzam dalszą lekturę tej recenzji młodszym czytelnikom oraz szczególnie wrażliwym osobom.

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊


Tytuł:
LycheeHikari Club
(LycheeLight Club)

Autor:
Usamaru Furuya

Gatunek:
Horror
Dramat
Psychologiczne
Yaoi

Kategoria wiekowa:
18+

Liczba tomów:
1


₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊


Krótki opis fabuły

Dziewięcioro członków klubu Hikari pod przewodnictwem ich samozwańczego lidera – Hiroyukiego Tsunekawy, nazywanego także Zerą – rozpoczyna pracę nad budową Lychee'ego – inteligentnego robota, zasilanego owocami liczi. Celem jego powstania jest porywanie pięknych dziewczyn, które dla uczniów męskiego gimnazjum Keikou są niedostępnym pięknem. Wkrótce jednak Hiroshi Tamiya, założyciel klubu, zaczyna dostrzegać, że działania grupy zmierzają w złym kierunku. Zdeterminowany, by nie dopuścić do jej dalszego upadku, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Z pomocą dwóch przyjaciół – Kanedy i Dafu – organizuje najróżniejsze akcje, mające na celu odebranie Zerze statusu przywódcy i przywrócenie klubu na właściwą drogę.


₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊


Geneza "Lychee☆Hikari Clubu"

Na samym początku wspominałam nieco o dwóch istniejących formach tej historii, zakładając, że to manga Usamaru Furuyi stanowi jej oryginalne źródło. Jak się jednak okazuje, historia "LycheeHikari Clubu" sięga znacznie głębiej, bo aż po deski teatru. Pierwsza wersja powstała już w grudniu 1985 roku jako spektakl wystawiany przez awangardową japońską grupę teatralną Tokyo Grand Guignol z Ameyą Norimizu na czele. Jak sama nazwa wskazuje, największą inspiracją dla aktorów był nurt Grand Guignol, który miał swój początek w Paryżu na przełomie XIX i XX wieku. Charakteryzował się on przede wszystkim przedstawieniami pełnymi brutalności i realistycznych efektów specjalnych, jego głównym celem było wywoływanie jak największego szoku oraz niepokoju wśród widzów, balansując na krawędzi moralnej niejednoznaczności. Lider grupy postanowił przenieść ten koncept na japońskie realia, tworząc skrajnie eksperymentalne i osobliwe dzieło. "Lychee☆Hikari Club" w wersji scenicznej był nie tylko opowieścią o obsesji na punkcie piękna i utracie niewinności, ale też formą buntu przeciw normom społecznym, represyjnemu systemowi edukacji i zaniku indywidualności. Sztuka teatralna niewątpliwie osiągnęła swój cel spowodowała niemałe poruszenie w społeczeństwie, zarówno ze względu na jej kontrowersyjną treść, jak i odważne środki wyrazu.

Dopiero w tym momencie możemy przejść do adaptacji Usamaru Furuyi  artysty znanego z zamiłowania do łączenia mroku i perwersji w swoich mangach. Zafascynowany pierwotną wersją "LycheeHikari Clubu", za zgodą Ameyi rozpoczął pracę nad swoją własną interpretacją spektaklu. Jego adaptacja nie była jednak prostym przeniesieniem scenicznej narracji na papier. Skupił się on przede wszystkim na pogłębieniu aspektów psychologicznych i wzbogaceniu oryginału, równocześnie zachowując surową, ekscentryczną stylistykę Grand Guignol.

Jeśli nadal czujecie niedosyt po moim opisie i chcielibyście zgłębić ten temat jeszcze bardziej, niestety muszę ostudzić wasz zapał. Kopia przedstawienia z 1985 roku prawdopodobnie nie jest dostępna do użytku publicznego. Według źródeł, do których udało mi się dotrzeć, pełne nagranie audio oryginalnego występu znajduje się tylko i wyłącznie w posiadaniu Hiroyukiego Tsunekawy, odtwórcy roli Zery. Z tego, co można wywnioskować, nie wyraża on szczególnej chęci do jego udostępnienia, co sprawia, że pierwotna wersja sztuki pozostaje niemalże zaginiona.

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 1

Elagabalus☆Dream

Pewien niczego nieświadomy, ciekawski gimnazjalista przekroczył próg opuszczonej fabryki i pobiegł wgłąb budynku, nie wiedząc, że przez ten cały czas był uważnie śledzony. Został uznany za intruza w siedzibie klubu Hikari. Im dłużej tam przebywał, tym więcej pytań przychodziło mu na myśl, jednak poznał całą prawdę w momencie, gdy został złapany i obezwładniony przez dziewiątkę swoich rówieśników, komunikujących się po niemiecku. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że naruszył teren, do którego nie miał wstępu. Zamiast go po prostu przepędzić, nastolatkowie postanowili wymierzyć mu prawdziwą karę, która miała sprawić, że już do końca życia będzie żałował swojej decyzji wtargnięcia do ich bazy. Po krótkiej naradzie zwyciężyła metoda wymyślona przez Niko – odebranie nieproszonemu gościowi wzroku. Kilka chwil później zrealizowali swój plan, oślepiając go lampą. Wkrótce okazało się, że młody chłopak nie był jedyną osobą przebywającą na terenie fabryki bez zgody członków klubu. Jaibo pojawił się na horyzoncie, ciągnąc za włosy nauczycielkę historii z gimnazjum Keikou, do którego wszyscy z nich uczęszczali. Kobieta z początku próbowała przemówić im do rozsądku i przestrzec przed konsekwencjami, które ich dosięgną, jednak nikt nie zwrócił większej uwagi na jej słowa. Zera bez zawahania rozebrał ją, porównując jej dojrzale wyglądające ciało do największych obrzydlistw tego świata, po czym nakazał swojemu partnerowi w zbrodni rozciąć jej brzuch i wyciągnąć z niego jelito w ramach odwetu za zakłócanie działań ich organizacji.


 

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 2

The Elegant☆Machine

Prace nad inteligentnym robotem powoli zbliżały się ku końcowi. Znajdowanie rozwiązań drobnych usterek było już tylko formalnością, ostatnim krokiem przed długo wyczekiwanym uruchomieniem ich wspólnego dzieła po raz pierwszy. Na znak zbliżającego się triumfu wznieśli toast czerwonym winem z domieszką krwi ich lidera i owocem liczi w środku.


Następnego dnia wreszcie nadeszła wiekopomna chwila 
 po ustaleniu kodu startowego "666" i wpisaniu go na specjalnej klawiaturze, robot zasilony owocem liczi ożył. Ku uciesze jego stwórców, wyglądał na w pełni sprawnego, co potwierdzały poprawne odpowiedzi na zadawane mu pytania dotyczące jego głównego celu oraz roli w całym przedsięwzięciu. Został zaprogramowany w taki sposób, żeby spośród mieszkanek miasta Keikou potrafił wytypować jak najbardziej urokliwą młodą dziewczynę, a następnie porwał ją i przyprowadził do opuszczonej fabryki.

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 3

The Girl's☆Advent

Pierwszym zadaniem powierzonym Lychee'emu przez Zerę było, rzecz jasna, porwanie pięknej dziewczyny. Raizou – chłopak z zamiłowaniem do szycia  specjalnie na tę okazję skonstruował kocią maskę naszpikowaną środkami nasennymi. Miała ona gwarantować robotowi powodzenie w wypełnianiu misji, mimo wszystko i tak napotkał na swojej drodze trudności, których jego twórcy nie byli w stanie przewidzieć. Grupa nastolatków musiała wytłumaczyć mu jeszcze wiele rzeczy, ponieważ nie potrafił odróżnić imitacji dziewczyn w postaci np. plakatów, od tych prawdziwych, na których powinien się skupić. Ledwie zrozumiał swój pierwszy błąd, a już pojawił się następny – ludzie, których sprowadzał do klubu, nie byli w oczach chłopców wystarczająco atrakcyjni. Raz zdarzyło mu się przez pomyłkę porwać zwłoki mężczyzny w podeszłym wieku, innym razem już nie martwą, ale za to niespecjalnie pociągającą starszą kobietę, która równie dobrze mogłaby być matką członków klubu. Jego pierwsze próby za każdym razem kończyły się w porażką, nawet mimo długiego i żmudnego tłumaczenia mu definicji piękna. W końcu jednak udało mu się przerwać passę niepowodzeń – Lychee wrócił z wyprawy z dziewczyną o tak nienagannej urodzie, że całe towarzystwo nie mogło w to uwierzyć. Spełniała wszystkie wymagania postawione przez Zerę i jego wspólników, będąc wręcz ucieleśnieniem piękna, którego tak bardzo pragnęli. Operacja zakończyła się sukcesem głównie dzięki drobnym poprawkom wprowadzonym w kodzie robota. Od tego momentu tak skutecznie potrafił przekonywać ofiary o swojej rzekomej przynależności do gatunku ludzkiego, że stał się wiele bardziej wiarygodny. Fakt, iż Lychee wreszcie wypełnił rolę przydzieloną mu przez Zerę, nie dla wszystkich okazał się jednak dobrą nowiną. Tamiya, prawdziwy założyciel klubu, z którego rąk zostało wydarte przywództwo nad całą grupą, nie zgadzał się na to, żeby jego ulubione miejsce zabaw z dzieciństwa stało się siedzibą czegoś w rodzaju sekty, popełniającej okrutne zbrodnie w imię własnej, oderwanej od rzeczywistości ideologii.


──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 4

Our☆Hikari Club

Po wielkim sukcesie Lychee'ego, jakim było porwanie niezwykle pięknej dziewczyny, wszystko wróciło do normy sprzed tego zdarzenia. Sprowadził on do klubu jeszcze trzy przedstawicielki płci żeńskiej, lecz były one równie nieatrakcyjne jak jego pierwsze ofiary. Zera, z jednej strony zachwycony umiejętnościami robota, a z drugiej rozczarowany jego "zdobyczami", nakazał zamknąć je w klatce i nie podawać im jedzenia, żeby umarły same z siebie i nie były w stanie roznosić dalej informacji o jego działaniach. Decyzja ta spotkała się jednak z niespodziewanym sprzeciwem Tamiyi, który otwarcie stwierdził, że taki sposób postępowania jest zbyt okrutny i nie zamierza się do tego przyłączać. Choć był jedynym głosem rozsądku spośród grupy i jako jedyny odważył się głośno wyrazić swoją opinię, jego słowa nie zdobyły większego posłuchu wśród wspólników. Znaczna większość z nich była do tego stopnia zapatrzona w Zerę, że nie chciała się wyłamać ani w najmniejszym stopniu zakłócić realizacji jego planu przejęcia władzy nad światem. Jedni milczeli, inni wybuchali agresją, lecz łączyła ich jedna rzecz – zdanie przywódcy, choćby najbardziej absurdalne, było dla nich niepodważalną prawdą, której nie śmieli w żaden sposób kwestionować. 


Zajmując honorowe miejsce na własnym "tronie", do którego była przywiązana, dziewczyna nazywana przez członków klubu "numerem jeden" była traktowana z wyjątkową troską  w sposób nieporównywalny z losem tych, które cierpiały w klatkach, skazane na powolną śmierć. Mimo że nie obudziła się na czas z tymczasowego snu spowodowanego środkami nasennymi, nastolatkowie ustalili konkretne zasady dotyczące obchodzenia się z nią. Zera uznał ją za boginię piękna, sprawującą pieczę nad przebiegiem całego planu i zakazał komukolwiek patrzeć na nią pożądliwie. Ponadto, Raizo miał regularnie dbać o wygląd jej włosów i twarzy, czego zazdrościła mu do granic możliwości reszta niewyżytych kolegów, gotowa oddać wszystko, by tylko móc położyć na niej ręce.



Tamiya, wykorzystując chwilową nieobecność lidera klubu, potajemnie podrzucił ofiarom Lychee'ego swoje szkolne śniadanie, którego nie zdążył dojeść. Jego altruistyczny gest nie umknął jednak uważnemu oku Niko, oburzonego faktem, że jego kolega zdecydował się zignorować rozkazy Zery. Nikt nie spodziewał się, że to dopiero początek planu odzyskania przywództwa nad klubem. Po zakończeniu spotkania w opuszczonej fabryce Tamiya dogadał się ze swoim przyjacielem o psudonimie Dafu, że następnego dnia wkradnie się do siedziby klubu i uwolni przetrzymywane tam dziewczyny. Jak się okazało, miał nieco inne zamiary  zaraz po rozmowie niepostrzeżenie wrócił do fabryki, gdzie była zamknięta dziewczyna numer jeden i zaczął się masturbować, równocześnie dotykając ją w nieprzyzwoity sposób, gdy nadal spała. Na jego nieszczęście, nie sprawdził dokładnie, czy został tam sam. Niko, przesiadujący tam po godzinach w innym celu, przyłapał go na gorącym uczynku podczas bezczeszczenia świętości klubu. 
Następnego dnia wszystkie informacje na temat wczorajszej nocy zostały przekazane Zerze, co skończyło się tragicznie dla Dafu. Nadszedł czas na wymierzenie mu kary za zdradę nieomylnego wodza. Oprócz traktowania bogini piękna jako obiekt seksualny został również oskarżony o uwolnienie porwanych dziewczyn z klatek, co wywołało zdziwienie zarówno u niego, jak i u jego przyjaciela, ponieważ ostatecznie postanowił tego nie robić. Tamiya, jako oddany przyjaciel Dafu, próbował za wszelką cenę go wesprzeć i udowodnić wszystkim, że jeden z postawionych mu zarzutów jest nieprawdziwy, ale to tylko pogorszyło sytuację. Lider zarządził, żeby to on własnoręcznie wymierzył sprawiedliwość swojemu kompanowi poprzez strzał z procy w czoło. Jakby tego było mało, Lychee chwilę wcześniej porwał jego młodszą siostrę o imieniu Tamako, aby Zera mógł go szantażować zrobieniem jej krzywdy w razie odmówienia mu posłuszeństwa. Przerażony Tamiya postawiony między młotem a kowadłem zdecydował się strzelić do Dafu, czego momentalnie pożałował. Gdy zobaczył, że jego przyjaciel zaczyna krwawić, wyniósł go na rękach z siedziby klubu. To, co zastał na zewnątrz, okazało się dla niego równie trudne do przełknięcia  jego młodsza siostra siedziała cała zapłakana pod murem obok uwolnionych dziewczyn, krzycząc z bólu. Jak się okazało, ktoś pomimo dokonanej przez Tamiyę egzekucji zgwałcił Tamako metalową rurą. Ten widok nie złamał jego ducha walki, wręcz przeciwnie, chęć zniszczenia ideologii Zery i jego kultu eskalowała w nim jeszcze bardziej.



──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 5

Organ☆Lychee

Dziewczyna uwięziona w opuszczonej fabryce obudziła się po raz pierwszy od chwili porwania, korzystając z momentu, gdy członkowie klubu Hikari byli nieobecni. Otwierając oczy, przez dłuższą chwilę próbowała zrozumieć, gdzie się znajduje i co wydarzyło się wcześniej. Pierwszym widokiem, jaki dostrzegła w półmroku, był robot Lychee, leżący na swoim metalowym łożu. Po krótkiej rozmowie, podczas której niepewnie zakwestionowała jego przynależność do gatunku ludzkiego, wyjawiła mu w końcu swoje imię  Kanon. 


Wbrew pozorom, robot nie zareagował na nią agresją, wręcz przeciwnie, okazał się być w pełni opanowany, a nawet zaciekawiony nową towarzyszką. W miarę jak atmosfera między nimi nieco łagodniała, dziewczyna wyjaśniła robotowi, że jej zbyt długi sen nie był spowodowany nadmiarem środków usypiających w kociej masce, tylko chęcią ucieczki od rzeczywistości. Kanon od dłuższego czasu doświadczała nieodpowiedniego traktowania ze strony sfrustrowanych rówieśników płci przeciwnej, którzy nie mieli pojęcia, jak traktować kobietę. Zmęczona poczuciem bezradności, zaczęła traktować sen jako jedyne miejsce, gdzie mogła zaznać spokoju. Po chwili negocjacji udało jej się przekonać Lychee'ego, by uwolnił jedną z jej rąk od zapięcia przytwierdzającego ją do "tronu". Dzięki temu mogła sięgnąć po czekający na nią nieopodal talerz z jedzeniem. Kiedy już skończyła swój posiłek, jej uwagę przyciągnęły stare organy, stojące gdzieś w głębi fabryki. Ze względu na to, że bardzo dobrze umiała grać na pianinie i chciała wykorzystać tą okazję do przećwiczenia swoich umiejętności, poprosiła robota, żeby odwiązał jej też drugą rękę. Lychee początkowo nie chciał tego zrobić, obawiając się, że Kanon może w ten sposób podjąć próbę ucieczki z siedziby klubu, jednak ostatecznie przekonały go jej zapewnienia, że nie zamierza opuszczać tego miejsca, a jedynie dedykowany jej tron. Robot, bacznie obserwując dziewczynę, stwierdził, że podoba mu się piosenka, którą gra, na co Kanon odpowiedziała subtelnym uśmiechem i zaprosiła go do kontynuowania melodii, tym razem wspólnymi siłami. Była zachwycona umiejętnościami Lychee'ego i świetnie się bawiła, spędzając z nim czas. Gdy po pewnym czasie zmęczyła się graniem, położyła się obok swojego nowego przyjaciela w miejscu, gdzie on zwykle "odpoczywał" i znów zasnęła. 
Następnego dnia Lychee przeniósł Kanon na jej ustalone miejsce jeszcze przed rozpoczęciem spotkania klubu Hikari, tak aby nikt nie zorientował się, że rozmawiali i robili cokolwiek razem.


Wszyscy członkowie klubu z samego rana zebrali się w opuszczonej fabryce, niosąc ze sobą mnóstwo worków wypełnionych owocami liczi, aby uzupełnić zapasy "paliwa" dla ich wspólnego dzieła. Po wczorajszej zdradzie Dafu Zera zaczął popadać w coraz większą paranoję. Był wyczulony na każde słowo i gest, podejrzliwie obserwując zarówno jego towarzyszy, jak i otaczającą go przestrzeń. Opracowując strategię szachową, bez końca rozmyślał o tym, kto następny okaże się działać na jego niekorzyść. Kiedy zapadł zmrok, postanowił znaleźć ujście dla swoich skrajnych emocji w zaspokojeniu swojego popędu seksualnego z pomocą Jaibo. Ich spokój nie trwał jednak długo  Niko przez przypadek został świadkiem ich stosunku, gdy na chwilę wrócił do fabryki. Nie miał pojęcia, jak zareagować w tej sytuacji. Na moment stanął jak wryty, a potem, ogarnięty przerażeniem, odwrócił się i uciekł.
Jakiś czas później Kanon znów potajemnie spotkała się z Lychee'm, aby pograć razem z nim na klubowych organach. W pewnym momencie dziewczyna spróbowała poruszyć temat Zery i skrytykować jego zachowanie, lecz szybko przekonała się, że robot został zaprogramowany tak, by nigdy nie wypowiadać się negatywnie o swoim stwórcy. Zadała mu również pytanie, czy to on ją porwał, na co otrzymała twierdzącą odpowiedź. Ponadto, Lychee wyjaśnił, że wśród wszystkich potencjalnych ofiar wybrał właśnie ją, ponieważ uznał ją za piękną. Nauczona wcześniejszymi złymi doświadczeniami z chłopakami w jej wieku, Kanon uznała to za nachalną próbę zabiegania o jej względy i pouczyła Lychee'ego, że nie powinien obrzucać każdej kobiety komplementami ze względu na jej wygląd, a jedynie w momencie, gdy całym sercem będzie czuł, że jest ona tą jedyną, którą chce chronić już do końca swoich dni. Po omówieniu paru innych spraw, Kanon zasnęła obok Lychee'ego, tak jak wtedy, gdy dopiero się poznali.



Nazajutrz w klubie znów zapanowała napięta atmosfera. Rozwścieczony Zera nie mógł uwierzyć własnym oczom – pionek czarnego króla na klubowej szachownicy został przez kogoś złamany. Szybko rzucił okiem na zgromadzonych kolegów i dostrzegł, że Kanedy nie ma w rzędzie. Jaibo zaproponował, że pójdzie go poszukać i w mgnieniu oka wybiegł z opuszczonej fabryki. Chwilę później wrócił, ciągnąc ciężko dyszącego chłopaka za kołnierz mundurka. Zera, nie oczekując żadnych wyjaśnień, natychmiast kazał Lychee'emu wymierzyć karę kolejnemu zdrajcy. W jego oczach fakt, że Dafu i Tamiya – dwaj z trzech założycieli klubu – nie byli mu oddani, automatycznie stawiał Kanedę w roli wspólnika w ich starannie uknutym spisku. W ciągu sekundy już był martwy, robot zabił go przez przełamanie jego kręgosłupa na pół.
To zdarzenie nie umknęło uwadze Kanon, która przebudziła się w trakcie wykonywania egzekucji. Na następnym spotkaniu z robotem nie chciała już grać radosnych melodii – postanowiła uczcić pamięć zmarłego rówieśnika, oddając mu hołd poprzez requiem odzwierciedlające rozpacz, towarzyszącą jej w tamtej chwili. Zalana łzami, wytłumaczyła Lychee'emu, że jeśli naprawdę chce nazywać się człowiekiem, nie może już nieść śmierci innym ludziom.



──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 6

Eins☆Niko

Tamiya postanowił odwiedzić w szpitalu Dafu, którego był zmuszony skrzywdzić w ramach wymierzenia mu kary za zdradę. Jak się okazało, nadal żył, jednak w wyniku wypadku prawdopodobnie do końca życia pozostanie warzywem, nie mającym kontaktu z rzeczywistością. W Tamiyi narastało poczucie bezradności, przysłaniające wszelkie myśli o sprawiedliwości, jednak jednocześnie w jego umyśle kiełkowała paląca chęć zemsty na Zerze, który bez krzty współczucia odebrał mu jego najlepszych przyjaciół i manipulował wszystkimi dookoła w taki sposób, by nikt nie uznawał jego obrzydliwych zbrodni za coś złego.
Niko załamał się po wydarzeniach z ostatnich paru dni. Mimo że według Zery był numerem jeden (Eins) i poświęcił swoje własne oko w imię sukcesu klubu, lider traktował go gorzej niż Jaibo, będącego ostatnią ósemką (Acht). Od tego momentu postanowił jeszcze mocniej starać się o uznanie w hierarchii i wziąć na celownik zdemaskowanie planów Tamiyi – tego, który najbardziej buntował się przeciwko idei klubu.



Kanon spędziła kolejną noc na rozmowach z Lychee'm, tym razem w wiele luźniejszym nastroju. Dziewczyna zgłodniała, ale tym razem nikt nie zostawił jej jedzenia, więc postanowiła przekąsić liczi ze skrzynki stojącej obok. Wręczyła jedno również swojemu towarzyszowi, który, mimo że nie odczuwał smaków, stwierdził, że owoc wydaje się naprawdę słodki.
W ramach realizacji planu, Niko cały dzień śledził Tamiyę, który z nieznanych powodów urwał się z lekcji w środku dnia. Jego cel gwałtownie przyspieszył, gdy tylko zauważył, że ktoś za nim podąża. Niko biegł za nim ile sił w nogach, bynajmniej nie był wystarczająco szybki, by go dogonić. Nagle dostrzegł w oddali płomienie, które zdawały się pochodzić z pola liczi w pobliżu opuszczonej fabryki. Nie pomylił się – ogień bezlitośnie pożerał kolejne drzewa na plantacji, zamieniając wszystko, co znalazło się w jego zasięgu w cuchnącą, czarną masę z dymu i popiołu. Niko postawił na szali swoje własne życie tylko po to, by zaimponować Zerze i bez zastanowienia wbiegł w sam środek pożaru. Był stuprocentowo pewien, że spotka tam Tamiyę i tym samym przyłapie go podczas spiskowania wobec ich lidera. Jego działania przyniosły jednak zupełnie odwrotny efekt – gdy reszta członków klubu dotarła na miejsce, zobaczyli Niko stojącego pośród powoli płonących drzew razem z Tamiyą. W ich oczach scena ta natychmiast nabrała nowego znaczenia, od razu uznali, że obaj byli współspiskowcami odpowiedzialnymi za ten incydent. 



Zera zarządził, aby obydwaj "zdrajcy" zostali zaciągnięci siłą do siedziby klubu, całkowicie lekceważąc fakt, że ich ciała były rozlegle poparzone i sprawiało im to niewyobrażalny ból. Lychee chwilę później dostał rozkaz wykonania jak najokrutniejszej egzekucji na obu chłopakach, jednak tym razem zbuntował się i odmówił. Jego rozmowy z Kanon, prowadzone w tajemnicy przed członkami klubu Hikari, nie poszły na marne. Powoli zaczął postrzegać świat zupełnie inaczej, niż przewidział jego stwórca –stwierdził, że skoro jest człowiekiem, to nie powinien odbierać nikomu życia. Zera spanikował, gdy robot niespodziewanie padł na ziemię całym swoim ciężarem, od czasu do czasu wydając z siebie elektroniczne odgłosy. To jednak nie pokrzyżowało jego przebiegłego planu, który opracowywał już od dłuższego czasu. Wierzył, że kluczem do wypełnienia warunków przepowiedni, którą usłyszał jako dziecko od starego wróżbity jest poświęcenie życia Kanon, aby stworzyć maszynę, mającą symbolizować wieczne piękno i niekończącą się młodość, zgodnie z założeniami klubu.


──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 7

Machine's☆Dream

Kolejnego dnia miało nastąpić ostatnie spotkanie Lychee'ego z Kanon przed jej nieuchronną śmiercią, zbliżającą się wielkimi krokami. Tym razem jednak nie zostali zupełnie sami, w fabryce byli również Tamiya i Niko, przywiązani do słupów z twarzami ukrytymi w workach do przechowywania zapasów liczi. Kanon w pierwszej kolejności poprosiła Lychee'ego, żeby ich uwolnił, a sama starała się jak najlepiej opatrzyć ich rany, choć w przypadku tak rozległych obrażeń zadanie to było niemal niemożliwe. Tamiya, korzystając z tego, że jeszcze miał w sobie resztki sił, próbował przemówić Niko i Lychee'emu do rozumu, wytykając im bezmyślne wykonywanie rozkazów Zery, czyniącego zło pod płaszczykiem szczytnej idei. Jego słowa nie mogły już zbyt wiele zmienić – Niko powoli żegnał się z tym światem, bezradnie wydając z siebie ostatnie tchnienia na zimnej, twardej podłodze. Reszta nie była w stanie wnieść go na górę, skąd mieli razem uciekać, więc, chcąc nie chcąc, przykryli go kawałkiem materiału i zostawili tam, gdzie był, aby mógł w spokoju umrzeć.
Tamiya jako pierwszy wspiął się po peryskopie wystającym z sufitu i podał rękę Kanon, żeby mogła do niego dołączyć. Na dole pozostał jedynie Lychee, który też chciał dostać się tam, gdzie oni, jednak jego próba skończyła się porażką  kiedy chwycił za metalową rurę, niechcący złamał ją, uniemożliwiając sobie samemu ucieczkę. Dziewczyna uznała, że nie może pozostawić swojego przyjaciela w takiej sytuacji  zeskoczyła z powrotem na dół, pozostawiając wydostanie się z fabryki na drugim planie. Tamiya za wszelką cenę próbował ją przekonać, że jeśli pozostanie w tym miejscu, to następnego dnia spotka ją śmierć z rąk Zery, gdy jednak dostrzegł, że Kanon nie ustępuje, w końcu odpuścił sobie walkę. Zrzucił jej jedynie ostatni owoc liczi ocalały od czasu pożaru na wypadek, gdyby znalazła się w kryzysowej sytuacji i uciekł bez niej. 


Wykorzystując swoje ostatnie chwile, Kanon dużo rozmyślała o swoim nowym życiu jako robot. Z jednej strony nie chciała umierać, jednak myśl o tym, że mogłaby spędzić wieczność u boku Lychee'ego wypełniała jej serce szczęściem i nadzieją na odnalezienie lepszego miejsca na świecie niż jej dotychczasowa przygnębiająca rzeczywistość. Po chwili przemyśleń uświadomiła sobie, że pogrążanie się w rozpaczy nie ma już w tym momencie najmniejszego sensu  łzy i strach nie odmienią jej losu, a jedynie odbiorą jej okazję na przeżycie ostatnich chwil w taki sposób, jaki sama sobie wybierze. Kanon wzięła Lychee'ego za rękę i zaczęła z nim tańczyć, jakby jutra miało nie być. Nie zamartwiała się już niczym, przymknęła oczy i wyobraziła sobie, że oboje są jak Piękna i Bestia w wielkim pałacu. 

──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 8

Execution☆Of The Rose

W dniu, który miał stać się kulminacją planów Zery i ostatecznym dowodem jego władzy, sprawy zaczęły wymykać się spod przewidywanego scenariusza. W chwili, gdy egzekucja Kanon miała zostać wykonana, robot Lychee nie tylko odmówił mu posłuszeństwa, lecz także wyraźnie stanął po stronie dziewczyny, nie chcąc dopuścić do jej śmierci. Lider klubu był jednak przygotowany na taką ewentualność  wcześniej zlecił Dentaku skonstruowanie hełmu rażącego prądem, który w razie potrzeby mógłby przejąć kontrolę nad robotem i uczynić go posłusznym pilotowi, pozbawiając go tym samym jakiejkolwiek niezależności. Widząc jak Lychee wykręca się rażony prądem, Kanon poczuła, że w jej sercu coś pękło. Spojrzała na Zerę z pogardą i wprost powiedziała mu, że jeszcze nigdy nie spotkała kogoś tak obrzydliwie okrutnego, jednak to nie powstrzymało go przed dalszym działaniem według planu. Robot sterowany przez swojego stwórcę podniósł dziewczynę z ziemi i momentalnie ruszył w stronę głębokiej trumny wypełnionej wodą oraz płatkami róż. Bez wahania zanurzył ją pod powierzchnię i przytrzymał wystarczająco długo, by się utopiła. 




Zera był wniebowzięty, obserwując efekt działania jego morderczej maszyny, jednak ta euforia nie trwała zbyt długo. Lychee wkrótce wpadł w szał, mordował wszystkich po kolei bez opamiętania. Najpierw uśmiercił Jacoba, rzucając nim z całej siły o ścianę, na której widniał znak "hikari". Następnie doszczętnie rozszarpał twarz Raizo do tego stopnia, że stał się nierozpoznawalny, a na koniec rozerwał ciało Dentaku, dzieląc je na dwie części. Zerze się poszczęściło  udało mu się wyjść z tej sytuacji cało, bo robot doznał zwarcia w ostatniej chwili, gdy już się do niego zbliżał. Wbrew jego przewidywaniom, na horyzoncie nagle pojawił się Tamiya, wściekły jak nigdy wcześniej. W dłoni dzierżył metalową rurę, jakby szykował się do wymierzenia sprawiedliwości na własną rękę. Miarka się przebrała – tym razem był gotów odebrać klub Hikari z rąk samozwańczego wodza już raz na zawsze.


──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Rozdział 9

Lychee☆Light Club

Tamiya rzucił się na Zerę, napędzany żądzą odwetu za krzywdy, jakie wyrządził ogromnej liczbie ludzi, w tym jego najlepszym przyjaciołom i członkom rodziny. Gdy wreszcie udało mu się obezwładnić lidera klubu, przyciskając jego gardło do podłogi metalową rurą, bez wahania zaczął wypominać mu wszystkie okrutne czyny, których się dopuścił. Coś jednak było nie tak. Lider klubu jedynie milczał, będąc w szoku  nie mógł uwierzyć, że to nie Dafu uwolnił dziewczyny porwane przez Lychee'ego. Nie miał również pojęcia o tym, że młodsza siostra Tamiyi została zgwałcona, a gdy padło pytanie o sprawcę pożaru pola liczi, na którym ktoś ewidentnie chciał zabić jego i Niko, nie wiedział, co odpowiedzieć. Chłopak był absolutnie przekonany, że Zera jedynie zgrywał głupiego, nie potrafiąc racjonalnie wytłumaczyć swoich zbrodni, ale jak się okazało, wcale nie miał takich intencji.



Nagle, zupełnie niespodziewanie, z ciemności wyszedł Jaibo. Po krótkim przygotowaniu wycelował z procy prosto w tył głowy Tamiyi, śmiertelnie go raniąc. Kiedy już został sam w siedzibie klubu z jego liderem, przyznał się do wszystkiego, co wcześniej mu wypomniano. To on konsekwentnie eliminował wszystkich, którzy stali na jego drodze. Jego miłość do Zery była tak obsesyjna, że ich potajemne schadzki pod osłoną nocy mu nie wystarczały. Chciał go mieć na wyłączność z pewnością, że już nigdy nie spojrzy pożądliwie na nikogo innego. Przesięknięty do cna chorobliwą zazdrością, wyjął Kanon z trumny, w której się utopiła, i chciał okaleczyć ją kawałkiem szkła, aby Zera nie mógł już uważać jej za piękną, jednak dziewczyna w ostatniej chwili zdołała obronić się dzięki owocowi liczi, który wcześniej wręczył jej Tamiya. Nie była martwa, przez ten cały czas wstrzymywała oddech pod wodą, wykorzystując umiejętności zdobyte przez nią na licznych lekcjach pływania. Po kryjomu podrzuciła robotowi paliwo, co umożliwiło mu unieszkodliwienie rozgoryczonego Jaibo poprzez zgniecenie jego ciała na krwawą miazgę. Kanon z jednej strony była przerażona tym widokiem, a z drugiej poczuła dziwną ulgę. Wreszcie mogła spokojnie odetchnąć, nie obawiając się, że ktoś ją skrzywdzi. Do tego znów miała u swojego boku przyjaciela dającego jej poczucie bezpieczeństwa i wsparcia w koszmarze, który przeżywała. Wbrew pozorom, Zera też wcale nie był wzruszony śmiercią swojego kochanka. Śmiał się na głos z jego naiwności, a wcześniejsze wyznanie miłości wzbudzało w nim jedynie politowanie. Dla niego Jaibo był jedynie środkiem do realizacji własnego planu, zabawką pozbawioną uczuć, którą mógł wykorzystywać według własnej woli. Wyśmiał również uczucie między Lychee'm a Kanon i jak się okazało, było to jego ostatnim gwoździem do trumny. Robot bez chwili zawahania urwał mu rękę, którą położył na dziewczynie, a następnie wszedł w tryb zaprogramowanej autodestrukcji. Sytuacja zdawała się być do reszty beznadziejna, jednak ledwo dychający Niko, pozostawiony w fabryce podczas wcześniejszej ucieczki,  ostatkiem sił zepchnął lidera z podwyższenia, rzucając w niego nieużywaną toaletą. Uderzenie okazało się tak potężne, że jego wnętrzności rozprysły się na podłodze, zakańczając jego życie prawdopodobnie w najbardziej absurdalny i niegodny sposób, jaki można sobie wyobrazić. Mimo wszystko przepowiednia się spełniła, umarł dokładnie w dzień swoich czternastych urodzin.



Kanon została sama, zmuszona obserwować powolną "śmierć" Lychee'ego przez samospalenie. Jej nadzieja na uratowanie go jeszcze nie wygasła, w desperackim geście ugasiła go wodą, która wypełniała jej egzekucyjną trumnę. Mimo wielu prób udzielenia mu pomocy, robot zupełnie przestał reagować. To był ostateczny koniec ich przyjaźni – chwila, kiedy wszystko, co wspólnie przeżyli legło w gruzach. Zanim wyszła, postanowiła jeszcze usiąść przy organach, na których niegdyś razem grali i wypełniła cały budynek melodią, oddającą szacunek wszystkim ofiarom okrucieństwa Zery.


₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Młodość jako droga usłana cierniami

Nieco o dzieciństwie bohaterów 
(Prequel "Bokura noHikari Club")

Nie potrafię przypomnieć sobie żadnej jednotomowej mangi, która poruszyłaby mnie równie mocno jak właśnie "Lychee☆Hikari Club". Usamaru Furuya nawet nie próbuje patyczkować się z odbiorcą jego dzieła. Zamiast łagodzić przekaz czy silić się na przystępność, serwuje surową, drastycznie szczerą opowieść, zmuszającą do konfrontacji z tym, o czym zwykle wolelibyśmy milczeć. Manga podejmuje wiele społecznie trudnych tematów, takich jak wpływ towarzystwa i złych autorytetów na młodych ludzi. Okres dojrzewania został w niej przedstawiony w sposób zupełnie inny niż ten znany z amerykańskich filmów, gdzie codzienne życie uczniów jest wyidealizowane do poziomu absurdu. 

Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem ulegania niepoprawnym wzorcom jest, rzecz jasna, postać Zery. Historia stopniowego wypaczania jego moralności zaczyna się wiele wcześniej niż można byłoby się spodziewać, bo już we wczesnym dzieciństwie. Pewnego dnia, kiedy wracał do domu ze szkoły, spotkał na swojej drodze podejrzanego wróżbitę w sędziwym wieku. Stwierdził on, że nad młodym Hiroyukim (Wtedy jeszcze nieposługującym się swoim pseudonimem) czuwa gwiazda jeszcze ciemniejsza niż ta samego Adolfa Hitlera, stawiając chłopca przed zatrważająco trudnym wyborem – albo zakończy swoje życie w dniu czternastych urodzin, albo przejmie władzę nad światem jako 30-latek. Wróżba zawierała również niejasną wzmiankę o dziewczynie, która rzekomo ma odegrać kluczową rolę w jego losie  jej tożsamość i znaczenie pozostały owiane tajemnicą. Zera początkowo podchodzi do opowieści starca z pewnym dystansem, jednak coś nie pozwala mu o niej zapomnieć. Po przybyciu do domu postanawia jeszcze dokładniej zgłębić życiorys niemieckiego dyktatora, jakby próbując odnaleźć w nim odbicie własnego przeznaczenia. W trakcie czytania książki historycznej przypomina sobie o innej, równie kontrowersyjnej postaci, a mianowicie o rzymskim cesarzu Heliogabalu, znanym z lekceważącego podejścia do obowiązków władcy państwa, obsesji na punkcie piękna oraz otwartego eksponowania swoich homoseksualnych skłonności. Zera zaczyna dostrzegać niepokojące podobieństwa między nim a sobą – obaj zasiedliby na tronie w bardzo młodym wieku. W jego umyśle powoli kształtuje się przeświadczenie, że jego los nie jest przypadkowy. Zaczyna patrzeć na siebie jak na jednostkę wybraną, predestynowaną do władzy, choćby miała ona przybrać najbardziej zdeprawowaną formę. Gdy tylko nadarza mu się okazja dołączenia do klubu Hikari z siedzibą w opuszczonej fabryce, postanawia wykorzystać swoją ponadprzeciętną inteligencję w możliwie najbardziej bezwzględny sposób – przekształca bezpieczną przestrzeń do zabaw, którą stworzył jego rówieśnik Tamiya w miejsce własnego kultu. Pod pretekstem rozpoczęcia prac nad wspólną budową robota nieustannie manipuluje grupą nieświadomych dzieciaków, zatajając przed nimi jego prawdziwe intencje – stworzenie potężnej maszyny, która porwie dla niego urodziwą dziewczynę i tym samym przybliży go do wypełnienia warunków określonych przez okolicznego wróżbitę.
Z czasem do klubu dołącza Jaibo, syn najbardziej szanowanego lekarza w całym mieście. Sposób, w jaki się zachowuje, zdaje się sugerować, że jego rodzice stawiają karierę ponad wychowanie własnego dziecka. W szkole uchodzi za dziwaka  nikt nie potrafi się z nim dogadać nawet mimo chęci. Jego osobliwe zainteresowania, do których zalicza się m.in. fascynacja uśmiercaniem żywych stworzeń lub wstrzykiwanie kolegom środków znieczulających budzi nie tyle ciekawość, co strach i odrazę. Już po pierwszym spotkaniu z Zerą w szkolnej klasie, Jaibo poczuł coś, czego nie potrafił nazwać. Nie była to zwykła chęć zaprzyjaźnienia się z nowo poznanym rówieśnikiem, a poczucie obowiązku zatrzymania go dla siebie za wszelką cenę. Jako dowód swoich uczuć postanowił najpierw rozciąć żabę przechadzającą się koło jego wybranka, a następnie pozbawił życia bezpańskiego kota, który otarł się o jego nogi. Ten bezduszny akt miał manifestować jego gotowość do ochrony Zery przed wszystkim, co potencjalnie może mu zagrażać. Z biegiem czasu jego przywiązanie przybrało jeszcze bardziej maniakalny charakter. Jaibo potajemnie zaczął podkradać pieniądze swojemu ojcu, żeby regularnie składać Zerze datki na budowę Lychee'ego. Traktował to jako naturalny gest oddania i dowód, że jest gotów poświęcić dla niego wszystko, co posiada. Ze względu na to, że Jaibo nigdy nie doświadczył, jak to jest być kochanym, nie potrafił wyrażać swoich uczuć w społecznie akceptowalny sposób. W jego głowie wykształcił się zakrzywiony obraz miłości jako obsesji i ciągłej walki napędzanej zazdrością. Każde, nawet najmniejsze zdarzenie zdawało mu się zagrożeniem, które mogło zniszczyć to, co było dla niego najcenniejsze – jedyną prawdziwą więź w jego życiu, którą udało mu się nawiązać. Zera jednak postrzegał tę relację zupełnie inaczej. Dla niego była to przede wszystkim forma ujścia nagromadzonego napięcia seksualnego, nie podchodził do niej do końca poważnie, mimo stałego podsycania ich romansu. Ta rozbieżność powodowała mnóstwo nieporozumień, które jeszcze bardziej potęgowały lęk Jaibo przed porzuceniem. Do samego końca uparcie wierzył, że lider klubu uważa go za swojego jedynego. Jego dzieciństwo jest idealnym przedstawieniem tego, jak destrukcyjny wpływ na dzieci może mieć emocjonalna obojętność ich rodziców. Pozostawienie go praktycznie samemu sobie, bez wsparcia ani cienia emocjonalnej bliskości, nieodwracalnie zmieniło jego podejście do życia i sposób postrzegania świata.
Ofiarą manipulacji przywódcy klubu padł też niestety Niko – ich kolega z klasy. Ze względu na to, że od najmłodszych lat w jego rodzinie się nie przelewało, już jako nastolatek zdecydował się na podjęcie pracy przy roznoszeniu ulotek. Zawsze traktował powierzone mu zadania z nadzwyczajną powagą – potrafił stać godzinami w pełnym słońcu, nie skarżąc się ani słowem, nawet gdy miał wrażenie, że jego skóra pali się żywcem. Był w stanie zrobić wszystko, by choć odrobinę podreperować domowy budżet i odciążyć rodziców. Trudna sytuacja materialna niejednokrotnie popychała go w złą stronę, a mianowicie do kradzieży drobnych pieniędzy, przez co później tracił zaufanie rówieśników. Obserwując, jak Niko niemal zamęcza się na śmierć w pracy po lekcjach, Tamiya – prawdziwy założyciel klubu – postanowił wziąć go pod swoje skrzydła i zaprosić do opuszczonej fabryki, gdzie razem mieli pracować nad budową robota rodem z ich marzeń. Chłopak praktycznie bez wahania uznał, że może to być jego szansa na odnalezienie swojego miejsca na ziemi, a być może nawet na odbudowanie zszarganych relacji z kolegami zgodził się. To był pierwszy raz w jego życiu, gdy naprawdę poczuł, że jest komuś potrzebny, co doprowadziło go do łez szczęścia. W tamtym momencie nie miał pojęcia, że jego lojalność wobec wspólników w przyszłości obróci się przeciwko niemu. Kiedy Zera objął panowanie nad klubem, wprowadził system numeracji jego członków liczbami po niemiecku. Niko, jako Eins (Jedynka), poczuł się paradoksalnie gorzej traktowany niż Jaibo, który zajmował ostatnie, ósme miejsce (Acht). To poczucie niesprawiedliwości doprowadziło go do irracjonalnych działań – sam z siebie zaproponował liderowi, że odda swoje własne oko robotowi Lychee'emu, żeby wszczepić w niego ludzki pierwiastek. Początkowo plan zakładał pełną humanitarność i użycie znieczulenia, jednak Jaibo dla zabawy wstrzyknął je w okolicy lewego oka, a nie prawego, co miało symboliczne znaczenie w całej procedurze. Mimo to Niko nie zniechęcił się – zirytowany całym zajściem chwycił kuchenną łyżkę i wbił ją w oczodół z całej siły, własnoręcznie wyrywając swoją gałkę oczną. Nawet tak ogromny ból oraz trwałe oszpecenie swojej twarzy nie powstrzymywały go przed wyrażaniem swojej dewocji wobec Zery. Kiedy jego matka dowiedziała się o tym, co zrobił jej syn, przyjechała odwiedzić go w szpitalu. Zamiast wesprzeć go w tej absurdalnej z perspektywy rozsądnego człowieka sytuacji, wyrzekła się go, mówiąc, że żałuje, iż dała życie tak bezmyślnemu człowiekowi. Mimo że w tamtym momencie opuściła go jedna z najbliższych osób w jego życiu, Niko nie żałował żadnej ze swoich decyzji. Dla niego istniała tylko jedna prawdziwa wartość – słowo Zery, które w jego mniemaniu było absolutne i nienaruszalne. Kiedy tylko jeden z chłopców śmiał wypowiadać się niepochlebnie o jego największym mentorze, od razu reagował agresją, która z czasem jedynie w nim eskalowała. Mimo ogromnych poświęceń na rzecz klubu, chłopak i tak pozostawał na drugim planie. Jego historia jest przykrym świadectwem tego, jak silny wpływ na młodego człowieka może mieć presja rówieśnicza i pragnienie akceptacji. Jego całkowite oddanie klubowi zostało wykorzystane przeciwko niemu, uległ manipulacji ze strony osób, które powinny stać po jego stronie niezależnie od panujących nastrojów w grupie. Desperacka potrzeba poczucia przynależności oraz marzenie o prawdziwej przyjaźni sprawiły, że pozwolił sobą sterować jak bezwładną kukiełką, nawet jeśli stawką było jego zdrowie, życie i człowieczeństwo. Stracił wszystko w imię przewrotnej więzi, która okazała się być złudzeniem.

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Podsumowanie

Sądząc po tym, co pisałam wcześniej, raczej nikogo nie zdziwi fakt, że uważam "Lychee☆Hikari Club" za jedną z najbardziej wyjątkowych mang, z jakimi się zetknęłam. Z całą pewnością nie należy do lekkich lektur dla czytelników szukających czegoś do poczytania na odstresowanie po ciężkim dniu. Jest trudna, bardzo często też szokująca, jednak właśnie w tej intensywności tkwi jej siła. Najbardziej przerażające jest to, że problemy, które porusza są ukazane w skrajnych, często przerysowanych formach, a jednak wcale nie są tak oderwane od rzeczywistości, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Presja rówieśnicza, złe autorytety, brak zainteresowania ze strony rodziców w dzieciństwie, toksyczne relacje – to wszystko wciąż istnieje w otaczającym naszym świecie. Choć manga powstała lata temu, jej przesłanie nadal trafia prosto w sedno, przypominając, jak okrutne może być życie, nawet w cywilizowanym społeczeństwie, gdzie każdy z nas próbuje odnaleźć swoje miejsce. Nie mogę wyjść z podziwu przez to, jak genialnie została skonstruowana cała historia. Fabuła jest bez dwóch zdań kreatywna – pełna napięcia, zwrotów akcji i nieprzewidywalnych decyzji bohaterów. "Lychee☆Hikari Club" jest jedną wielką mieszanką skrajnych emocji: odpycha równie mocno, jak i nie daje odwrócić z siebie wzroku. W jednym momencie wywołuje śmiech, by zaraz potem zszedł nam on z twarzy, kiedy cała komedia zamienia się w bezlitosny body horror skłaniający do głębokiej refleksji. Każdy z bohaterów jest inny, ale jednocześnie w pewnym sensie "prawdziwy". Wszyscy z nich mają swoje problemy, motywacje i słabości, dzięki czemu łatwo wciągnąć się w ich losy, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie się z nimi w pełni utożsamić. Jakby było wam mało mojego wzdychania nad tą mangą, całe opisywane przeze mnie doświadczenie okraszone jest mroczną, surową kreską Usamaru Furuyi, mistrzowsko oddającą narastające z biegiem czasu szaleństwo. To właśnie dzięki niej miasto Keikou, w którym rozgrywają się perypetie głównych bohaterów wydaje się takie zepsute i przesiąknięte brudem, co w tym przypadku, rzecz jasna, nie jest obelgą. Jeśli szukasz mangi, która nie boi się sięgać po skomplikowane tematy, ba, wręcz przekracza wszystkie przyjęte granice, to bardzo możliwe, że "Lychee☆Hikari Club" jest właśnie dla ciebie. Niepodważalnie nie jest to propozycja dla każdego, ale dla tych, którzy odważą się po nią sięgnąć prawdopodobnie będzie opowieścią trudną do wymazania z pamięci.

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Moja ocena: 10/10

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

Ogłoszenia parafialne

Mam szczerą nadzieję, że istnieją osoby, które przeczytały moją recenzję od początku do końca, heh. Nie czuję się jeszcze szczególnie biegła w pisaniu tak rozbudowanych recenzji, ale z czasem postaram się wznieść posty na tym blogu na jeszcze wyższy poziom. Wersja, którą ostatecznie opublikowałam nie jest moim pierwszym podejściem do tego tematu. Przede wszystkim najpierw musiałam opracować równocześnie rzetelny i ciekawy schemat poprowadzenia tego typu posta. Możecie mi wierzyć lub też nie, zajęło mi to ponad rok. To był strasznie żmudny proces pełen prób i błędów, ale wow, nareszcie mogę podzielić się moją opinią ze światem! W najbliższej przyszłości zamierzam wprowadzić większą różnorodność na tym blogu. Nie chcę ograniczać się tylko i wyłącznie do recenzji chciałabym poruszać też inne zagadnienia, przede wszystkim związane z japońskimi dziełami kultury, które od dawna mnie fascynują. Mam mnóstwo pomysłów, muszę jedynie znaleźć w sobie motywację do ich realizowania. Liczę na to, że chociaż część z was zatrzyma się tutaj na dłużej i znajdzie w moich wpisach coś dla siebie. Zachęcam was do kulturalnej dyskusji w komentarzach. Jestem ciekawa, co sądzicie zarówno o mandze "Lychee☆Hikari Club", jak i o recenzji, którą napisałam na jej temat.
Do następnego!
Olcia~

₊⊹──────────⭑⋆༺𓆩𖤐𓆪༻⋆⭑──────────⊹₊

3 komentarze:

  1. Recenzja na skalę światową!!!! Nic dodać, nić ująć. BRAVO

    OdpowiedzUsuń