Witajcie na moim blogu!
⊹─────────⭑˚₊☕︎₊˚⭑─────────⊹
Naprawdę nigdy nie lubiłam czytać. I to wcale nie tak, że nie próbowałam. Ba, w moim życiu było kilka takich momentów, kiedy z własnej woli sięgałam po książki, licząc na to, że może w końcu trafię na coś, co rzeczywiście mnie wciągnie. Jednak za każdym razem dochodziłam do jednego i tego samego wniosku – to po prostu nie jest rozrywka dla mnie. Tym bardziej nie pomagały mi w tym wszystkim lektury szkolne, w sporej części tak pradawne, że nie zrozumiałby ich nawet dorosły człowiek, a co dopiero taki dzieciak, jak ja w tamtym czasie. Oczywiście zdarzały się wyjątki od tej reguły, jak chociażby "Balladyna", którą nawet całkiem polubiłam, ale mimo wszystko nawet wtedy stale towarzyszyła mi pewna myśl – gdyby ktoś zrobił z jej fabuły anime, prawdopodobnie podobałaby mi się o wiele bardziej. Moje nastawienie do czytania zaczęło się nieco zmieniać w okolicach 2021 roku, gdy postanowiłam sięgnąć po coś, co z książkami łączyło bycie wydawanymi na papierze, czyli pierwsze mangi, które skończyłam. Nareszcie znalazłam coś, co zupełnie mnie porwało, a co ciekawe, "Kuroshitsuji" oraz "Noragami" nadal są na mojej liście ulubionych tytułów, choć minęło dobre parę lat, a kolekcja rozrosła mi się do ponad 200 tomów różnych serii.
Wbrew pozorom, to jeszcze nie był przełomowy moment, gdy otworzyłam się na tradycyjną literaturę. Co prawda, mangi pokazały mi, że nie każda forma czytania to katorga, do której muszę się zmuszać, jednak zwykłe książki wciąż były jakoś poza zasięgiem pola zainteresowań. Moim ostatnim ukończonym tytułem było „Zatracenie” Osamu Dazaia, którym zainteresowałam się właśnie ze względu na mangę bazującą na tej powieści. Może i będzie to nieco kontrowersyjna opinia, ale znacznie bardziej podobała mi się adaptacja Usamaru Furuyi, według mnie zasługująca na ocenę 10/10, niż oryginał. Od razu zaznaczę, że mogę być w tej kwestii wyjątkowo stronnicza – twórczość tego mangaki za każdym razem bez wyjątków trafia w mój gust i uważam, że jego dzieła trudno przebić czymkolwiek innym. Co więcej, to właśnie za sprawą "Lychee Hikari Clubu" (przy okazji możecie też przeczytać moją recenzję!) po raz kolejny zaczęłam poważniej zastanawiać się nad sięgnięciem po "Władcę much" Williama Goldinga, bo według wielu osób opiera się na bardzo podobnym schemacie nieco zagubionych nastolatków tworzących własną ideologię, która wkrótce wymyka się spod kontroli.
Dopiero teraz zamierzam ugryźć ten temat na poważnie i zacząć kupować książki. Ostatnio tak sobie luźno rozmyślałam – przeczytałam już tyle najróżniejszych mang, że interesujących serii, w które mogłabym jeszcze inwestować, zaczyna mi zwyczajnie brakować. Ewentualnie pozostają takie, które wymagałyby ode mnie jakichś horrendalnie wielkich wydatków, np. za sprowadzanie z zagranicy, a niekoniecznie mam ochotę płacić 150 zł za jeden tom. Niestety, zdecydowanie należę do grupy wymagających czytelników i zawsze trudno było mi znaleźć coś, co byłoby w stu procentach "moje". Skoro w mangach już mało co mnie zaskakuje, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spróbować czegoś zupełnie innego.
Po tym BARDZO długim wstępie (zresztą najdłuższym z moich wszystkich dotychczasów postów) zapraszam was na nieco już skromniejsze zestawienie książek, z którymi planuję zacząć moją przygodę z czytaniem!